O autorze
Posłanka Platformy Obywatelskiej, w przeszłości dziennikarka zajmująca się polityką i sprawami społecznymi.

Patent MEN - jak debatować, żeby nie przeszkadzać dobrej zmianie

PiS podwórek nie lubi. To wiemy. Za to "spryt podwórkowy", czyli pozorowanie współpracy tak by na końcu wykiwać partnera, jest jak najbardziej akceptowany. Przykład? Debaty - szumnie nazwane "Dziecko. Rodzic. Nauczyciel – Dobra Zmiana" - organizowane przez ministerstwo edukacji narodowej. Środowiska związane z edukacją z niepokojem czekają dnia, w którym minister ma określić co zamierza zmienić. Uroczyste rozwikłanie zagadki nastąpi 27 czerwca. W Toruniu.

Zaczęto z wielkim przytupem w marcu. Zaproszono do gmachu MEN ekspertów; nauczycieli, metodyków, wykładowców akademickich… Pani wiceminister Marzena Drab weszła, przywitała się i wyszła. "W jaki sposób MEN chce wyciągać wnioski z tych spotkań, jeśli nikt z MEN nie jest obecny na spotkaniu?" – pytały przedstawicielki Fundacji Przestań dla Edukacji. - "Spotkanie toczyło się samo. Nie określono jego celów, wytycznych (poza tym, co można pobrać ze strony), nikt tego spotkania fachowo nie moderował".



Na debatach regionalnych przedstawiciele MEN już się pojawiają. Tyle, że niewiele z tego wynika, bo jak ognia unikają odpowiedzi na jakiekolwiek precyzyjne pytania. Pomysły ministerstwa są owiane wielką tajemnicą: "dyskutujemy, analizujemy, odpowiemy 27.06".

Jedną z ostatnich debat samo MEN opisało tak: "W Kielcach o finansowaniu oświaty oraz wynagradzaniu nauczycieli dyskutowało ponad 450 uczestników. (....) Próbowano zdecydować, która forma finansowania jest najbardziej odpowiednia – dotacja celowa, subwencja oświatowa, czy dochody własne samorządów". Efektów "próbowania" w notatce nie ujęto.

Generalnie efektów debat próżno oczekiwać – dyskutanci nie mogą się odnosić do propozycji MEN, bo są okryte tajemnicą lub nie istnieją. Mogą sobie co najwyżej ponarzekać i zgłosić luźne postulaty.

Czego się obawiają środowiska związane z edukacją? Tego, że debaty posłużą do legitymizacji rozwiązań, na które PiS ostatecznie się zdecyduje. Skoro nie ma konkretnych propozycji, nie ma więc konkretnej dyskusji, nie może też być konkretnych wniosków. Za to można dowolne rozwiązanie podeprzeć argumentem, że był to jeden z wielu pomysłów z debat.

Próbkę już mieliśmy – kiedy zrobiło się głośno, że wiceminister, do pary z krakowską kuratorką, chce dla dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych tworzyć odrębne klasy w zwykłych szkołach. "Pani minister czytała tylko propozycje rodziców" – tłumaczyło ministerstwo, nie dodając jednak, że samej minister pomysł bardzo przypadł do gustu. Opinie pani kurator przemilczmy.

Dlaczego debaty MEN nie są formą konsultacji publicznych? – pyta Fundacja Przestrzeń dla Edukacji. I odpowiada:
1. Nie wiemy kim są eksperci.
2. Nie znamy harmonogramu ani zakresu tematycznego spotkań zespołu.
3. Do wewnętrznej dyskusji służy zamknięta platforma.
4. W debacie nie mogą brać udziału osoby spoza zespołu ekspertów.
5. Nie znamy przebiegu debat w MEN.
6. Nie wiemy czy i jak spotkania są protokołowane
7. Nie mamy dostępu do ustaleń ze spotkań.
8. Nie wiemy w jaki sposób MEN wykorzysta ustalenia debat.

Czy ktoś zamierza się nabrać? Wszak "To niespotykana w skali naszego kraju sytuacja, że chcemy rozpocząć z obywatelami prawdziwą dyskusję, zanim podejmiemy decyzję" - jak mówi minister Anna Zalewska.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...